Aktualności

Pomorze rok po nawałnicy – pomimo upływu czasu, pomoc dalej jest potrzebna [WYWIAD]

Mieszkańcy terenów poszkodowanych przez nawałnicę przez wiele dni byli odcięci od prądu. Na zdjęciu marszałek Mieczysław Struk przekazuje agregat prądotwórczy do Lotynia. Fot. Materiały UMWP.
Mieszkańcy terenów poszkodowanych przez nawałnicę przez wiele dni byli odcięci od prądu. Na zdjęciu marszałek Mieczysław Struk przekazuje agregat prądotwórczy do Lotynia. Fot. Materiały UMWP.

Skala zniszczeń była ogromna. Pięć ofiar śmiertelnych, kilkadziesiąt tysięcy hektarów lasów, prawie 2,5 tys. domów i miliardy złotych. To skrócony bilans strat. Od tragicznej nocy z 11 na 12 sierpnia 2017 r. minął już rok, ale ludzie w dalszym ciągu potrzebują wsparcia.

 

O tragicznej sierpniowej nocy i pomocy dla mieszkańców rozmawiamy z Mieczysławem Strukiem, marszałkiem województwa pomorskiego.

 

Nawałnica przeszła w nocy. Dopiero świt, 12 sierpnia pokazał skalę zniszczeń. Jak Pan pamięta tamten dzień?

–  Pierwsze doniesienia medialne nie zapowiadały tego, że sytuacja będzie aż tak tragiczna. Z samego rana pojechałem do miejsc poszkodowanych przez nawałnicę. Powiem szczerze – widok, który zobaczyłem był przerażający. Lasy, a w zasadzie to, co z nich zostało, pojedyncze ocalałe drzewa i połamane kikuty. To wszystko ukazało się niczym scena z filmu katastroficznego. Podobnie wyglądały wsie, zerwane były linie energetyczne, brakowało bieżącej wody. Nie mówię już nawet o ogromnych stratach w rolnictwie. Z każdą godziną nadchodziły coraz bardziej przerażające informacje, włącznie z tymi najtragiczniejszymi, o pięciu ofiarach śmiertelnych.

 

Region poniósł ogromne straty w wyniku nawałnicy.

–  Dziś wiemy, że to była największa klęska żywiołowa od przynajmniej stu lat. Zniszczonych zostało 34 tys. hektarów lasów oraz 2,3 tys. domostw. Do tego trzeba doliczyć straty w produkcji rolnej i nieraz cały dobytek życiowy mieszkańców. W Urzędzie Marszałkowskim wyliczyliśmy, że bezpośrednie straty w naszym województwie wyniosły około 2,7 mld złotych. To mniej więcej trzy razy tyle, ile rocznie wydajemy pieniędzy z budżetu województwa.

    

Infografika-starty

 

Samorząd województwa jako pierwszy pospieszył z pomocą. Co konkretnie zrobiono?

 –  Na samym początku poszkodowanym rejonom przekazaliśmy pół miliona złotych. W stan gotowości postawiliśmy szpitale marszałkowskie. Pomogliśmy w zakupie sprzętu niezbędnego do usuwania skutków nawałnicy. W urzędzie powstał specjalny zespół koordynujący napływającą z zewnątrz pomoc. Dzięki pomocy Okręgowej Izby Radców Prawnych osoby poszkodowane w kataklizmie otrzymały natychmiastową pomoc prawną.

 

Wspomniał Pan o pomocy z zewnątrz. Kto odpowiedział na apel?

–  Liczba odpowiedzi przekroczyła nasze oczekiwania. Zwracały się do nas zarówno osoby prywatne, jak i firmy. Przekazywane były zarówno datki finansowe, środki higieny i co bardzo ważne, materiały budowlane. Do lokalnych sztabów kryzysowych dowożono wszelakie dary praktycznie bez przerwy. Nie sposób wymienić wszystkich darczyńców. Dość powiedzieć, że poszkodowane gminy otrzymały pomoc od ponad 300 samorządów z całej Polski. Nawałnica pokazała również, że my, Pomorzanie i Polacy potrafimy być solidarni. Na pierwszej linii walki z żywiołem stanęli strażacy ochotnicy. Dołączali do nich liczni wolontariusze i harcerze, organizacje pozarządowe oraz przedsiębiorcy. To właśnie dzięki „zwykłym ludziom" poszkodowani mieszkańcy mogli przetrwać pierwsze, najgorsze dni po nawałnicy.

 

Zarządzanie kryzysowe to sprawa administracji rządowej. Jak władze centralne wspomogły samorząd województwa w akcji ratowniczej?

–  Z żalem powiem, że nasz rząd z nawałnicą sobie ewidentnie nie poradził. Państwowy system ostrzegania kompletnie zawiódł. Komunikat o zagrożeniu nie dotarł na czas do mieszkańców. Kiedy już było wiadomo o wielkości skali zniszczeń, oczekiwaliśmy na szybką pomoc wojska. Też się zawiedliśmy. Wojewoda pomorski stwierdził, że „wojsko nie jest od grabienia liści". Dla rządzących ważniejsze były konferencje prasowe i pokazywanie się w mediach. Nie zostałem nawet zaproszony na posiedzenia wojewódzkiego sztabu kryzysowego.

 

Jak w taki razie wyglądała pomoc ze strony rządu?

–  Rządowa pomoc na początku była bardzo chaotyczna. Wojewoda przekazał osobom, które straciły dach nad głową blaszane kontenery, wykorzystywane najczęściej na budowach bez żadnego wyposażenia. Dopiero dzięki środkom własnym gmin i wsparciu z zewnątrz udało się zakupić tzw. domki  holenderskie. Rząd Beaty Szydło zapowiedział również 200 tys. zł na odbudowę zniszczonych domów. Nie znam jednak nikogo, kto te pieniądze otrzymał.

 

Pomoc przyszła ze strony Unii Europejskiej?

–  Od początku mówiliśmy, że straty są tak ogromne, że kwalifikujemy się do otrzymania pomocy ze środków unijnych. Władze centralne nie widziały jednak takiej potrzeby. Premier Szydło i minister Błaszczak  na konferencji 1 września 2017 r. mówili, że straty poniesione przez nasze województwo wynoszą tylko 27 milionów złotych i żadne wsparcie nam się nie należy. Tymczasem ze wstępnych danych urzędu marszałkowskiego wynikało, że straty sięgają co najmniej 1,5 mld zł. Zaprosiłem więc na Pomorze przedstawicieli Parlamentu Europejskiego.

 

Jaki był efekt tej wizyty?

–  Komisja Europejska zaproponowała Polsce ponad 12 mln euro na usuwanie skutków nawałnicy. To oczywiście bardzo mało. Ale trzeba pamiętać, że kwota ta wynika z przedstawionych przez polski rząd szacunkowych strat, które według nas były mocno zaniżone. Poza tym, nie jestem w stanie zrozumieć, czemu rząd tak bardzo wzbraniał się przed złożeniem wniosku o pomoc. Dopiero nasza interwencja spowodowała zmianę stanowiska. Niemniej jednak, każde pieniądze na pewno się przydadzą.

 

W weekend minie równo rok od nawałnicy. Jak teraz wygląda życie na zniszczonych terenach? Czy pomoc dalej jest potrzebna?

Dzięki wytężonej pracy udało się uprzątnąć dużą część lasów. W dalszym ciągu konieczna jest odbudowa domów. Ludzie nadal żyją w zastępczych mieszkaniach czy tymczasowych kontenerach. Niewielkie kwoty, które przeznaczył rząd nie pokryją nawet w najmniejszym stopniu kosztów budowy nowych domów, czy odbudowy gospodarstw.    

 

Czy turyści dalej wybierają Kaszuby, jako miejsce wypoczynku? Czy nawałnica odstraszyła gości? Jak wygląda turystyka na zniszczonych terenach?

–  Trzeba przyznać, że pomimo zniszczeń właściciele obiektów turystycznych w te wakacje nie narzekają na brak gości. Wyemitowaliśmy niedawno spot, w którym pokazujemy i zachęcamy do przyjazdu na tereny poszkodowane. To nie jest turystyka katastroficzna. Wypoczynek na Kaszubach, kajakowe spływy Brdą czy rowerowe wycieczki to naprawdę wspaniały sposób na spędzenie wolnego czasu. Przychody z turystyki są ważne dla lokalnych społeczności. Dzięki nim można choć częściowo pokryć straty ekonomiczne.

 

Czyli w tym roku wszyscy spotykamy się na Kaszubach?

–  Zdecydowanie tak. Zapraszam wszystkich do odwiedzin. Pamiętajmy: mimo że zniszczone, to Kaszuby wciąż są piękne.

 

Dziękujemy za rozmowę!

view szablon artykułu

Archiwum wiadomości

Kalendarz prac Zarządu i Sejmiku

Pod patronatem marszałka