Aktualności

Każdemu zadałam to samo pytanie: „Czy zmienił cię tamten styczeń?” [FRAGMENT KSIĄŻKI]

Fot. Renata Dąbrowska
Fot. Renata Dąbrowska

Katarzyna Żelazek, dziennikarka i animatorka kultury, zebrała opowieści związane ze śmiercią Pawła Adamowicza. Bohaterów różni wiek, profesja, miejsce urodzenia. Większość z nich nie znała osobiście prezydenta. Łączy ich prywatne i wspólnotowe przeżycia ze stycznia 2019 roku.

 

Premiera książki „Śmierć prezydenta. Czy zmienił nas tamten styczeń?" odbędzie się w poniedziałek, 13 stycznia 2020 o godz. 17.00 w Europejskim Centrum Solidarności. Wstęp wolny. W tym dniu będzie książkę będzie można nabyć w cenie 39 zł.

 

Postanowienia po tragedii

– Wierzy pan, że przyjdzie opamiętanie, że ta tragedia coś w nas i politykach zmieni? – już dzień po tragedii, Ewa Karendys z „Gazety Wyborczej" zapytała dr. Wiesława Baryłę, psychologa społecznego z Uniwersytetu SWPS. – Niestety, nie. Nie ma zbyt wielu powodów do optymizmu… – usłyszała w odpowiedzi.

Katarzyna Żelazek potraktowała tezę o niemożności zmiany jako przedwczesną. Odnalazła ludzi, którzy pod wpływem tragicznych wydarzeń stycznia poczynili postanowienia, dokonali zmiany, przewartościowali myślenie. Najmłodsza z bohaterek ma 11 lat. To historie o zakorzenieniu, odwadze, impulsie do działania, o zmianie języka, trosce o drugiego człowieka, o sprzeciwie wobec zła, budowaniu wspólnoty, radości życia.

– Dziewięć miesięcy po tragedii wróciłam do ludzi, którzy w styczniu dzielili się w mediach społecznościowych swoimi postanowieniami, zwierzali się znajomym z głębokich doświadczeń albo odmianą dawali nadzieję, że po tej tragedii ich życie nie jest już takie samo jak wcześniej – opowiada. – Każdemu z nich zadałam to samo pytanie: Czy zmienił cię tamten styczeń? To zaskakujące, jak na wiele sposobów można z tej wielkiej tragedii wywieść zmianę, która życie pojedynczych osób, ich rodzin, współpracowników czyni lepszym.

Powstał przejmujący zapis indywidualnego i zbiorowego doświadczenia straty.

– Zapis ludzkich przeżyć dowodzi, jak bardzo podobni jesteśmy do siebie, a przy tym jak różni – mówi autorka. – Niezmiernie ciekawe dla mnie są doświadczenia odmienne od moich własnych. W tygodniu po śmierci prezydenta niemal cały czas byłam w pracy. Nie widziałam żałobnych witryn sklepów, nie stałam pięć godzin w kolejce, aby w ECS pożegnać się z prezydentem i nie podróżowałam komunikacją miejską, a wiele osób wspomina, jak inni byli wówczas ludzie w autobusach i tramwajach. Wszystko to można zobaczyć na zdjęciach reporterów. Niezmiernie ciekawe są opowieści uczniów o tym, co w te dni działo się w szkołach, i o niespotykanej mobilizacji, do której byli zdolni. Przejmujące są opowieści dziennikarki i fotoreporterki, które nieoczekiwanie znalazły się w środku tragicznych wydarzeń. W opowieści o Ostatniej Puszcze Pana Prezydenta znajdzie się niejeden ofiarodawca.

 

Trzeba próbować?

To nie jest łatwa lektura. Przywołuje wspomnienia. Często zalewa falą wielkich emocji. Niemal zmusza do stawiania sobie samemu trudnych pytań. Pewnie niejeden czytelnik będzie płakał. Czy zmienił nas tamten styczeń?

Katarzyna Żelazek: – Filozof prof. Zygmunt Bauman pisał: „Nie da się przerobić świata na tyle, by stał się dobrotliwy i wyrozumiały dla swych mieszkańców, by począł być gościnnym i bezpiecznym schronieniem dla ludzkich marzeń o godności i by zaspokoił ludzkie łaknienie szacunku. Nie da się, nie można – choć próbować trzeba". Wielu próbuje, im próbujących będzie więcej, tym i świat będzie lepszy.

Opowieści bohaterów to jeden wątek narracyjny książki. Drugi tworzy niemal 70 zdjęć autorstwa 12 reporterów, którzy dokumentowali tydzień od 13 stycznia, dnia zamachu, do 20 stycznia, kolejnej niedzieli, kiedy Wieczór dla przyjaciela w Europejskim Centrum Solidarności symbolicznie zamknął ten czas żałobny. Zdjęcia uzupełniają wspomnienia bohaterów opowieści z tego tygodnia, które najmocniej zapisały się w ich pamięci.

FRAGMENT KSIĄŻKI KATARZYNY ŻELAZEK

 

To pierwsza z opowieści, które składają się na tom „Śmierć prezydenta. Czy zmienił nas tamten styczeń?". Dzięki niej można rozwikłać zagadkę okładki publikacji.

 

Adriana Listowska

Mrówka, muchówka, liść… ugrzęzły w żywicy drzewa i zastygły na wieki. Tutaj na opak – z grudki bursztynu kiełkuje z nadzieją zielony pęd. Artystka mówi o nim pieszczotliwie: fasolka. Now! – takim tytułem Adriana Lisowska opatrzyła swoją pracę, którą zgłosiła do konkursu Amberif Design Award 2019, nadając jej numer 0211... W opisie napisała: Numer mojego konkursowego zgłoszenia to data narodzin człowieka, którego śmierć bardzo mną wstrząsnęła, a który swoim postępowaniem udowodnił, że dobro ma wielką siłę i nigdy nie jest „za późno".

Adriana Lisowska urodziła się w Łodzi. Po raz pierwszy przyjechała do Gdańska z mamą na wakacje, gdy miała 10 lat. Zdarzało się, że zostawały nad morzem nawet miesiąc. Mówi, że zna tu każdy kamień. Ukończyła Akademię Sztuk Pięknych im. Władysława Strzemińskiego w Łodzi. Zajmuje się rzeźbą, fotografią i projektuje biżuterię. Ma na swoim koncie wiele wystaw i projektów artystycznych, a także liczne nagrody.

Adriana Listowska. Fot. Renata Dąbrowska / mat prasowe.

Od 11 lat mieszka w Gdyni. Do Trójmiasta przeprowadziło się też wielu jej znajomych z łódzkiej szkoły plastycznej, przyjaciółka ze studiów...

– Doceniam różnorodność tego miejsca i wolność, jaką daje, człowiek nie czuje się w tym mieście uwięziony – mówi.

Adriana nie znała osobiście Pawła Adamowicza. Dwukrotnie tylko podali sobie ręce, gdy prezydent wręczał jej główne nagrody gdańskich targów bursztynowych Amberif. Pamięta, że za pierwszym razem musiało wionąć od niej chłodem. – Człowiek nie z mojej bajki, konserwatysta – myślałam wtedy. – Z biegiem czasu jednak obserwowałam, jak prezydent się zmienia. Nie w tym sensie, że porzuca swoje ideały, ale nadaje im nowy wymiar. Doceniałam tę jego zmianę. Sama nie czytam kontekstów politycznych, ale potrzebuję wolności, wierzę w różnorodność i zgodne współżycie. On i zmieniające się pod jego wpływem miasto dawały mi ten komfort.

Dziś Adriana myśli, że Paweł Adamowicz był jednym z tych ludzi, z którymi mogłaby utknąć w windzie i mieliby o czym pogadać.

Od partnerki artystycznej, która zaniepokojona dzwoniła z Opola, Adriana wieczorem dowiedziała się o zamachu na prezydenta. Potem długie godziny nie mogła oderwać się od telewizora. I płakała… Co się dzieje ze światem?

– Płakałam do środy, a potem w sobotę, w dniu pogrzebu – Adriana wspomina kłębowisko myśli, jakie opanowało jej głowę. Bezbrzeżny smutek, bezsilność, przerażenie, poczucie straty, wreszcie lęk… – Płakałam nad nim, nad sobą, nad złem. Widząc jednak, jak się zachowują gdańszczanie, pomyślałam, że prezydent zasiał wśród ludzi ziarno, z którego musi wzrosnąć coś dobrego.

I tak powstała broszka Now!, łamiąca odwieczne prawa natury. Co prawda, nie została przez jury wyróżniona w konkursie, ale żadna jeszcze praca Adriany nie spotkała się z tak wielkim odzewem. Ludzie dzwonili, pisali, komentowali.

– Byłam bierna, ta śmierć mnie otworzyła – mówi o sobie artystka. – Pomyślałam, że muszę w sobie coś zmienić, bo inaczej wszystkie te emocje, których tak silnie doświadczyłam, jak i ta śmierć pójdą na marne. Boję się ludzi i mam kłopot z wyrażaniem opinii. Nawet w mediach społecznościowych unikałam jakichkolwiek konfrontacji. Teraz staram się przełamywać tę słabość, zapominać o strachu i mówić o rzeczach, na których mi zależy, sygnalizować, gdy na coś się nie zgadzam. Czuję, że trzeba się odzywać. Chciałabym, żeby ktoś odezwał się kiedyś też w moim imieniu, gdy będzie taka potrzeba.

Dotąd Adriana, jak większość artystów, komunikowała się ze światem swoimi pracami.

– Po śmierci prezydenta postanowiłam przejść do działania. I nawet gdy leje deszcz, a mnie się bardzo nie chce wyjść z domu, ubieram buty i idę, na przykład na akcję wsparcia dla schroniska. To jest ta moja kiełkująca fasolka. Jeden człowiek może bardzo wiele. Zmiana była mi potrzebna, bo inaczej nie mogłabym sama sobie ukłonić się na „dzień dobry".

Katarzyna Żelazek. Fot. Jerzy Pinkas / www.gdansk.pl.

 

Śmierć prezydenta. Czy zmienił nas tamten styczeń?

wydawca: Europejskie Centrum Solidarności

mecenasi: Miasto Gdańsk, Port Lotniczy Gdańsk im. Lecha Wałęsy

tekst: Katarzyna Żelazek

portrety bohaterów opowieści: Renata Dąbrowska

fotografie reporterskie: Anna Bobrowska / KFP, Renata Dąbrowska, Daniel Frymark / TESTIGO, Maciej Kosycarz / KFP, Grzegorz Mehring / www.gdansk.pl, Karolina Misztal-Świderska, Maciej Moskwa / TESTIGO, Krzysztof Mystkowski / KFP, Dominik Paszliński / www.gdansk.pl, Piotr Połoczański, Anna Rezulak / KFP, Wojciech Stróżyk / REPORTER, Rafał Wojczal

view szablon artykułu

Archiwum wiadomości