Aktualności

Czy sześciogodzinne szkolenie wystarczy, aby uratować komuś życie? [WYWIAD Z RATOWNIKIEM MEDYCZNYM]

Pracownicy Urzędu Marszałkowskiego Województwa Pomorskiego podczas szkolenia z zasad udzielania pierwszej pomocy.
Pracownicy Urzędu Marszałkowskiego Województwa Pomorskiego podczas szkolenia z zasad udzielania pierwszej pomocy. Fot. Natalia Kłopotek-Główczewska

Jaka pozycja jest bezpieczna dla osoby nieprzytomnej? Jak ustabilizować chorego ze złamaniem otwartym nogi czy ręki? To tylko niektóre z praktycznych umiejętności, jakich uczyli się pracownicy Urzędu Marszałkowskiego Województwa Pomorskiego. Ważne, żeby takie szkolenia co jakiś czas powtarzać.

 

Szkolenia z zasad udzielania pierwszej pomocy przeprowadził ratownik z sześcioletnim stażem. Przeszkolił 140 urzędników, w tym marszałków Ryszarda Świlskiego i Agnieszkę Kapałę-Sokalską. Zajęcia odbywały się w siedmiu grupach po 20 osób. Każdy z uczestników dowiedział się też, co zrobić w przypadku omdlenia, utraty przytomności, zatrzymania oddechu, zachłyśnięcia się dziecka czy urazów kończyn.

Mateusz Jakubowski pracuje jako ratownik medyczny w Falk Medycyna i Grupie Lux Med. O tym, co każdy wiedzieć powinien w zakresie udzielania pierwszej pomocy przedmedycznej opowiadał Dorocie Kulce.

 

Po co przeprowadza się szkolenia pracowników różnych instytucji?

–  Moim zdaniem jest przeszkolenie z podstawowych zasad udzielania pierwszej pomocy przedmedycznej. Chodzi o to, aby osoba po odbyciu szkolenia po prostu nie bała się podejść do kogoś i np. spytać czy coś się stało, jak może pomóc. Przypominam, że w pierwszej pomocy bardzo ważną rolę odgrywa czas, właściwie pierwsze minuty po wystąpieniu zdarzenia są kluczowe. Czasem jeśli nie udzielimy pomocy od razu, jeszcze zanim dotrą wezwane służby ratunkowe, po prostu może być za późno.

 

Czego można nauczyć się w ciągu sześciu godzin?

–  Na przykład zarządzania czasem, który w przypadku sytuacji zagrożenia życia odgrywa najważniejszą rolę. Uczę też tego, że nie wolno bać się udzielić pomocy, że komuś coś zrobimy np. połamiemy żebra czy zniszczymy ubranie. Uspokajam wszystkich, to nie podlega karze. Natomiast zgodnie z Kodeksem karnym nieudzielenie pomocy osobie znajdującej się w stanie zagrożenia życia podlega karze pozbawienia wolności do lat 3. Moje zajęcia są głównie praktyczne, na teorię poświęcam tylko godzinę. Resztę czasu podczas szkolenia zajmują symulacje sytuacji, które mogą mieć miejsce np. w domu, pracy, na ulicy. Ćwiczymy różne scenariusze tak, aby przeszkolona osoba w chwili zagrożenia, mogła zareagować automatycznie.

 

Czyli jak?

– Najważniejsze jest opanowanie stresu wynikające z udziału w samym zdarzeniu, nawet jeśli bezpośrednio nas nie dotyczy. Weźmy pod uwagę najpoważniejszą sytuację, czyli zatrzymanie krążenia. Należy sprawdzić paramenty życiowe. Powinno się podejść i sprawdzić czy poszkodowany jest przytomny i spróbować nawiązać z nim kontakt. Zapytać co dolega, w razie konieczności potrząsnąć za ramię (osoba może być np. głuchoniema i nas nie usłyszeć). Jeśli nie będzie żadnej reakcji, nie otrzymamy odpowiedzi, trzeba udrożnić drogi oddechowe za pomocą prostego chwytu czoło – żuchwa. Chodzi o odchylenie głowy do tyłu i posłuchanie przez 10 sekund czy osoba oddycha. W przypadku braku oddechu trzeba niezwłocznie wezwać służby ratunkowe. Musimy zdawać sobie sprawę z tego, że od naszego postępowania w chwili zagrożenia życia zależy dalsze postępowanie terapeutyczne. Pierwsze minuty decydują o tym, czy ktoś będzie normalnie funkcjonował i czy przeżyje. Pamiętajmy, że zawsze ratujemy do końca.

 

Proszę omówić zasady postępowania z osobą nieprzytomną i nieoddychająca

– Po wezwaniu pogotowia trzeba przystąpić do resuscytacji krążeniowo-oddechowej (RKO). Jeśli mamy w zasięgu wzorku/ ręki defibrylator AED należy go po prostu użyć. Każde tego typu urządzenia po włączeniu (naciśnięcie zielonego guzika) informuje, co i w jakiej kolejności należy wykonać począwszy od podłączenia elektrod do klatki piersiowej poszkodowanego. Może go użyć każda nawet nieprzeszkolona osoba. Co ważne, w wielu miejsca użyteczności publicznej np. urzędach, dworach, centrach handlowych tego typu urządzenia są dostępne. Jeśli nie mamy defibrylatora AED trzeba przystąpić do RKO w schemacie 30 uciśnięć klatki piersiowej na dwa wdechy (w przypadku braku maseczki można odstąpić od tego elementu). Przypominam, że pomocy należy udzielać aż do momentu pojawienia się służb ratunkowych.

 

Jaką jeszcze wiedzę zdobywają kursanci?

– Powtarzamy pewne rzeczy, które już urzędnicy umieją. Dzięki temu mogą się sprawdzić. Uczymy też nowych elementów, a inne po prostu doskonalimy, powtarzamy i ćwiczymy. Czasem korygujemy posiadane umiejętności. Zdarzało się, że analizowaliśmy przykłady z życia, w których osoby pracujące w urzędzie brały udział i wykorzystywały zdobytą wcześniej wiedzę. Chodzi o ukierunkowanie osoby udzielającej pomocy na działanie. Jeśli jest pierwsza na miejscu zdarzenia, to powinna zostać osobą dowodzącą – liderem. Musi wyznaczyć osobę, która ma zadzwonić po pogotowie, inną do przyniesienia defibrylatora AED, apteczki i kolejne, które mają zabezpieczyć teren przed ciekawskimi. Ma powstać łańcuch osób, które pomagają, ale nie każdy musi mieć fizyczny kontakt z poszkodowanym. Uczymy też, jak osoba udzielająca pierwszej pomocy powinna się zabezpieczyć. Chodzi m. in. o użycie rękawiczek czy maseczki jednorazowej.

 

Urzędnicy zdobyli zatem wiedzę dotyczącą postępowania w przypadku…

– zakrztuszeń, zadławień, omdleń, zasłabnięć bez utraty przytomności, oparzeń czy urazów kończyn. Nasze ćwiczenia zakończyliśmy symulacją wypadku z użyciem sztucznej krwi. Przypomnieliśmy też, że numer alarmowy 112 obowiązuje w Europie i jakie informacje należy przekazać podczas zgłoszenia. Pokazaliśmy, jak powinna być wyposażona apteczka pierwszej pomocy. Ćwiczyliśmy pewne schematy postępowania w przypadku osób dorosłych, ale też dzieci.

 

Wspominał Pan o krwi. Czy ludzie nie boją się udzielać pomocy?

– Nasze zajęcia są właśnie po to, aby przezwyciężyć lęk. Ćwiczenia ze sztuczną krwią dają namiastkę realnego zagrożenia. Chodzi o oswojenie z widokiem krwi i przełamanie oporu psychicznego przed kontaktem z często zupełnie obcym poszkodowany i ten egzamin przez urzędników był zdany bardzo dobrze.

 

Czy takie szkolenia są potrzebne?

– Z rozmów z uczestnikami wiem, że szkolenia są potrzebne. Poza tym jest bardzo duże zainteresowanie nimi. Te 140 przeszkolonych osób to bardzo dobry rezultat.

 

Jak ocenia Pan umiejętności urzędników w zakresie udzielania pomocy?

– Bardzo dobrze. Poprawnie reagują na szereg wydawanych im poleceń. Uważam, że po takim szkoleniu pracownicy urzędu są w stanie pomóc.

 

Jak często powinno się powtarzać szkolenia?

– Myślę, że dla osoby bez przygotowania medycznego szczegółowe szkolenie wystarczy raz do roku. Chodzi głównie o przypominanie pewnych schematów postępowania. Wydaje mi się, że wiele osób pamięta większość zasad z kursów na prawo jazdy, szkoleń BHP czy innych zajęć. Jednak warto powtarzać szkolenia po to, aby mieć pewność, że w przypadku wystąpienia zagrożenia po prostu będziemy potrafili pomóc.

 

A Pan jak często się dokształca?

– Cały czas. My ratownicy odbywamy takie szkolenia co pięć lat. Podczas nich otrzymujemy dodatkowe punkty edukacyjne za dokształcanie. W ciągu pięciu lat musimy zebrać aż 200 takich punktów. Zresztą co kilka lat zmieniają się wytyczne dotyczące zasad udzielania pierwszej pomocy. Podczas ostatniej aktualizacji dodano np. defibrylatory AED.

Dziękuję za rozmowę

 

Fot. Dorota Kulka i Natalia Kłopotek-Główczewska

view szablon artykułu