Kamil Milner, zastępca dyrektora Wojewódzkiego Biura Geodezji i Terenów Rolniczych w Gdańsku, został laureatem etapu regionalnego plebiscytu na Geodetę Roku 2026. Został doceniony za profesjonalizm, zaangażowanie i pracowitość. Przed etapem krajowym opowiada o trudnej i czasem niebezpiecznej pracy w terenie, fascynacji mapami i jak zostaje się świetnym geodetą.
Z Kamilem Milnerem rozmawia Katarzyna Piotrowska-Turnowiecka.
Jak to się zaczęło – zawsze marzył pan o karierze geodety?
– Nie od zawsze, ale od początku interesowały mnie mapy, przestrzeń i praca w terenie. Geodezja okazała się idealnym połączeniem technologii i praktycznego wpływu na otoczenie, styczności z inżynierią. Geodezja jest bardzo szeroką dziedziną. Może nie nazwałbym tego też jako marzenia o karierze a raczej jako wykonywanie zawodu. Teraz jestem już na innym etapie rozwoju zawodowego, pełnie funkcję zastępcy dyrektora w WBGiTR. Gdy zaczynałem „przygodę z geodezją” nie spodziewałem się, że kiedyś będę w tym miejscu.
Trzy cechy, których nie może brakować dobremu geodecie – jakie pan wymienia jako must-have?
– Chyba ciężko wyróżnić trzy cechy, ale wskazałbym: dokładność, cierpliwość i odpowiedzialność oraz zawziętość w dążeniu do realizacji celu-zadania. W naszej pracy liczą się centymetry, na budowach milimetry, ale też umiejętność współpracy z ludźmi i zachowanie spokoju w trudnych sytuacjach. Dodałbym jeszcze odporność na stres i presję czasu.
Co jest najtrudniejsze w pracy geodety – błoto, wiatr?
– Pogoda potrafi być wyzwaniem, ale chyba najtrudniejsze jest pogodzenie pracy terenowej, terminów i ogromu formalności. Geodeta musi być jednocześnie inżynierem, analitykiem i trochę organizatorem, no i posiadać szeroki zakres znajomości prawa w tej dziedzinie. Owszem kondycja fizyczna bardzo przydaję się w pracach terenowych, ale chyba w dzisiejszych czasach ważna jest znajomość przepisów i ich zastosowania, otwartość na argumenty, interpretacje. Cieszę się, że odpowiednie argumenty w różnych tematach do mnie przemawiają. To znaczy, że jeszcze rozwój trwa.
I ta praca została dostrzeżona. Laureat regionalny Geodeta Roku 2026 – jak pan się czuje przed etapem krajowym i co dla pana znaczy ten tytuł?
– To przede wszystkim duże wyróżnienie i motywacja do dalszej pracy. Cieszę się, że praca geodetów jest zauważana i doceniana, bo często działamy trochę „w tle” ważnych inwestycji i zmian. Cieszę się, że udało mi się dojść do kolejnego etapu, a co będzie – czas pokaże.
Pamięta pan jakieś „geodezyjne historie” – najdziwniejsze pomiary czy klienta, który myślał, że Ziemia jest płaska?
– W tej pracy nie brakuje zaskakujących sytuacji. Bywało, że pomiary prowadziliśmy w trudnym terenie albo tłumaczyliśmy mieszkańcom, dlaczego granica działki „nie przesunęła się sama przez noc”. Kiedyś w trakcie wznowienia znaków granicznych było to akurat w powiecie chojnickim, pewna pani upierała się, że „kamień graniczny” przy jej działce nie jest graniczny tylko „zagraniczny”. Słyszałem też, o „kamieniach milowych”. Było mnóstwo zabawnych sytuacji. Z bardziej dramatycznych historii, podczas wykonywania prac związanych z obsługą budowy nabrzeża w Gdyni, dźwig obracał bezpośrednio nad moją głową rury do palowania nabrzeża. Oczywiście nie obeszło się bez nerwowych krzyków, a rura poluzowała się i spadła kilka metrów ode mnie. To pokazuje, że geodezja to także praca z ludźmi i emocjami.
Gdyby mógł Pan zmienić jedną rzecz w geodezji, co by to było – więcej dronów, mniej papierologii?
– Zdecydowanie mniej papierologii i więcej cyfryzacji. Nowoczesne technologie, takie jak drony czy skaning laserowy bardzo pomagają, ale procedury nadal potrafią spowalniać pracę bardziej niż technika. Oczywiście to jest proces, zatem należy przestawiać również swoje myślenie w jaki sposób wykonać zadanie. Uważam, że nie wszystko da się regulować przepisami prawa. Rozwój w kierunku cyfryzacji, nowych technologii to właściwy kierunek.
Dziękuję za rozmowę