W rozmowie z Dorotą Kulką zielarka i fitoterapeutka opowiada o swojej filozofii, sezonowych produktach i tym, jak zioła mogą wspierać nasze zdrowie i urodę. Tworzy naturalne m.in.: kosmetyki, octy, hydrolaty, herbaty i maceraty. Każdy produkt przygotowany jest w małych partiach, tradycyjnymi metodami, z pełną przejrzystością składów. A ich nazwy też są wyjątkowe.

Skąd pomysł na nazwę Chwastowe Pole? Czy oznacza to, że zbiera pani chwasty?

– Z natury jestem przekorna i mam specyficzne poczucie humoru, dlatego wymyśliłam taką nazwę. I na początku nawet moja rodzina oponowała, ale jak widać to był dobry i chwytliwy pomysł. Bo dla mnie każde zioło to cenny surowiec, choć pewnie część ludzi uważa, że to chwasty.

Sama pani uprawia zioła?

– Tak. Zioła mam z naszego ogródka i hektara ziemi, który mamy. Większość to samosiejki, bo rosną jak chwasty. Co ciekawe, im więcej ich zbieram, tym bujnej rosną. Są też takie zioła, które muszę wysiać m.in.: nagietek, melisa, szałwia i rozmaryn. Część ziół mam też z ogródka teściowej, a suszone liście miłorzębu japońskiego przesyła mi wujek, który mieszka 200 km ode mnie. Niektóre zbieram też na skraju lasu jak kasztanowiec.

Chwastowe Pole to taka domowa manufaktura. Przetwarza pani zioła na kosmetyki i produkty spożywcze. Co było inspiracją?

– Wiele lat temu przekonałam się, że mam wyjątkowo wrażliwą i problematyczną cerę. Kosmetyki ze sklepu, zawierające sporo konserwantów i barwników, po prostu mnie uczulały. Dlatego zaczęłam szukać alternatywnych produktów bazujących na naturalnych ziołach. Uczyłam się metodą prób i błędów, dużo czytałam i eksperymentowałam. Ale nie wszystko, co znalazłam w Internecie, było prawdą. Jeszcze jak mieszkałam w Norwegii, zaczęłam w domu robić kremy. Najpierw testowałam je na sobie, a potem na mamie, siostrach i koleżankach. A ponieważ działały to, jak wróciliśmy z mężem i sześciotygodniowy synkiem do Polski, postanowiłam zająć się tym profesjonalnie.

I tak powstały kremy do twarzy?

– Tak, ale też do rąk na bardzo suchą i szorstką skórę.

I wszystkie produkty sprzedaje pani cały rok?

– Nie, moje produkty są sezonowe. Latem dominują syropy, soki i kombucha, a jesienią i zimą – octy i herbatki ziołowe. Co ważne, moje produkty mają różne terminy ważności. Na przykład balsamy i mazidła – 1-2 lata, bo zawierają 100 proc. tłuszczu, ale kremy do twarzy na bazie naparu lub hydrolatu, czyli zawierające wodę, już tylko trzy – cztery miesiące, bo inaczej się psują, jełczeją. Nie używam ropy, silikonów ani parafiny, aby wydłużyć ważność kremów.

Ale zioła to nie tylko kosmetyki. Co warto używać na wiosnę na wzmocnienie odporności?

– Wiosną ważne są zioła, które oczyszczają organizm, bo zimą jemy więcej tłuszczów. Na przykład można zaparzyć świeżą lub suszoną pokrzywę, dodać ją do koktajlu, a nawet jajecznicy. Z kolei mniszek lekarski wspiera pracę wątroby. Jego młode liście zbierane w maju można dodać do sałatki, bo zbierane później np. w czerwcu, lipcu są zbyt gorzkie. Natomiast podagrycznik czy bluszczyk kurdybanek działają przeciwzapalnie, zaś liście brzozy detoksykują nerki. Nasza ziemia naprawdę mocno nas wspiera, tylko trzeba wiedzieć, co i kiedy zbierać.

A gdy dopadnie infekcja?

– Na ból gardła czy kaszel polecam syrop z pędów sosny majowej. Najlepiej go zebrać, zalać alkoholem, zasypać cukrem i odstawić, wtedy jest intensywniejszy i bardziej skuteczny.

Od lat jest moda na bycie eko – dotyczy to żywności, ubrań i kosmetyków. Czy więcej z nas wybiera rzeczywiście produkty ekologiczne?

– Uważam, że nasze społeczeństwo jest mocno zróżnicowane. Część ludzi chce kupić dużo i tanio, ale jest też spora grupa, która jest bardziej świadoma i stawia na jakość, co mnie bardzo cieszy.

Po jakie wyroby sięgają klienci? Są jakieś topowe kosmetyki i produkty spożywcze.

– Jeśli chodzi o kosmetyki to na pierwszym miejscu od początku jest krem różany z kwasem hialuronowym. Drugie zajmuje lawendowy balsam do ciała na spierzchniętą i suchą skórę, a trzeci jest balsam do skórek i paznokci. Natomiast z produktów spożywczych klienci preferują oxymele i octy ziołowe, które wspierają odporność. Mój oxymel zawiera kwiaty bzu czarnego, miód wielokwiatowy, kurkumę, olejek eteryczny z oregano, imbir, czosnek, rozmaryn, szałwię i  czarny pieprz. Drugie miejsce ma moja Pocidupa – czyli mieszka ziół na wypocenie. Zawiera kwiaty czarnego bzu, płatki róży, anyż i goździki, a trzecie miejsce to kombucha z lipy i mięty pieprzowej.

Wywołała pani temat nazw produktów. Są dość nietypowe…

– … dla mnie bardzo typowe, bo odzwierciedlają moje sarkastyczne poczucie humoru. Ale rzeczywiście Pocidupa czy Wkurwostop wywołują uśmiech niejednego klienta. Mimo dość mocnego sprzeciwu mojej mamy, to był świetny chwyt marketingowy. Dzięki tym nazwom moje produkty są rozpoznawalne. Poza tym mają odczarować zioła i wywołać uśmiech.

Są jeszcze podobne nazwy do konkretnych zastosowań.

– Roki Power zawiera rokitnik, który naturalnie wzmacnia odporność, działa przeciwzapalnie i regeneracyjnie. Ma wysoką dawkę witaminy C i betakarotenu i, dzięki zawartości enzymu, mimo zalania wrzątkiem, nie traci właściwość. Ta herbatka ma też w składzie: suszone jabłko ze skórką, owoc morwy białej, liść morwy białej, kwiat nagietka lekarskiego i korę cynamonu.
Mózgotrzep wspomaga pamięć i koncentrację, bo zawiera miłorząb japoński, który jest naturalnym adaptogenem, a także miętę pieprzową, szałwię, melisę i suszoną jagodę.

Skąd czerpie pani pomysły na produkty?

– Dużo ze sprzedawanych produktów to autorskie przepisy, które od lat stosowałam i faszerowałam nimi rodzinę. Ale niektóre moje klientki też mnie inspirują. Panie pytały m.in. o coś na skołatane nerwy. I wtedy powstała herbatka na uspokojenie.

Czy już kiełkują kolejne pomysły?

– Tak, mam już opracowaną recepturę na piankę do oczyszczania twarzy, która robię tylko dla siebie. Na razie szukam producenta szklanych butelek z pompką do niej. Poza tym, specjalnie dla panów robię też krem do twarzy. Właśnie ogłosiłam konkurs na jego nazwę.

Poza produkcją naturalnych kosmetyków i spożywczych prowadzi też pani warsztaty. Czego można się na nich nauczyć?

– Warsztaty aromaterapii, czyli jak tworzyć perfumy, ale też dotyczące kosmetyków naturalnych i kiszonek.

A każdy może sobie zrobić w domu np. krem do twarzy?

– Tak.

To może poda Pani jakiś przepis

– Proszę wziąć jedną porcję kwiatów nagietka (suszone lub świeże) i pięć porcji oleju np. z winogron czy pestek dyni. Kwiaty należy zalać olejem i odstawić na minimum dwa tygodnie, a najlepiej miesiąc. Po tym czasie, dodać wosk pszczeli i witaminę E. Proporcja: na 30 ml oleju, 3 gramy wosku i 1 gram wit. E. Po wymieszaniu tak naturalny krem należy przechowywać w temperaturze pokojowej nawet przez rok. Zachęcam wszystkich do eksperymentowania, bo ograniczeniem jest tylko nasza wyobraźnia, a wiedza, intuicja i fachowe źródła na pewno pomogą.

Dziękuję za rozmowę.