Nowoczesne okręty podwodne szwedzkiego typu A26 wejdą do służby w Marynarce Wojennej na początku przyszłej dekady. Będą to pierwsze od czterdziestu lat nowo zbudowane okręty podwodne, które zasilą polską flotę.

Co się stało w Gdyni?

Przed południem 29 czerwca przedstawiciele rządów Polski i Szwecji przeprowadzali konsultacje, a premierzy Tusk i Kristersson rozmawiali w cztery oczy. Przed godziną 13.00 na pokładzie fregaty ORP „Gen. Tadeusz Kościuszko” szefowie rządów podpisali dokumenty, co oznacza, że oba kraje zawarły umowę na budowę trzech okrętów podwodnych A26 w ramach programu Orka.

 – To nie są proste zakupy w jedną czy drugą stronę, ale autentyczna, prawdziwie partnerska współpraca z korzyścią dla obu przemysłów. Będziemy ją kontynuować i mamy ambitne plany, żeby ten wielki projekt, Orka, był zaledwie etapem, a nie finałem naszej współpracy – mówił premier Donald Tusk.

Decyzja o wyborze szwedzkiej oferty zapadła w zeszłym roku i była publicznie ogłoszona 26 listopada. Nowe okręty podwodne znacząco wzmocnią potencjał polskiej floty i zwiększą zdolności polskich sił zbrojnych do skutecznego operowania w rejonie Bałtyku.

Wracamy pod wodę

Kontrakt obejmuje nie tylko budowę i dostawę okrętów, ale też pakiet logistyczny, wsparcie eksploatacji, szkolenie personelu oraz przygotowanie infrastruktury potrzebnej do wprowadzenia jednostek do służby.

– To zdolność, o której marzyły pokolenia, 30 lat pracy nad programem Orka my ten projekt finalizujemy – powiedział minister obrony narodowej, Władysław Kosiniak-Kamysz.

Pierwszy okręt ma zostać przekazany Polsce w latach 2031-2032, a dwa kolejne trafią do naszej marynarki w następnych latach.

Ratunek dla Polski, „Ratownik” dla Szwecji

Obecnie w służbie pozostaje tylko jeden okręt, ORP „Orzeł”. Został zbudowany przez radziecką stocznię w 1987 roku i był w swoim czasie dosyć nowoczesną jednostką. Po prawie 40 latach służby jest już bardzo wysłużony i często wymaga kosztownych remontów, a perspektywa jego wycofania stwarzała groźbę przerwania ciągłości szkolenia załóg. Utrata cennych umiejętności przez polskich marynarzy byłaby trudna do nadrobienia przez wiele lat. Zawarta w poniedziałek umowa zakłada rozwiązanie pomostowe w postaci przekazania przez Szwecję używanego okrętu podwodnego nieco starszego typu, ale wciąż dużo nowocześniejszego niż „Orzeł”. Szkolenie załogi ma się rozpocząć już w tym roku, a podniesienie polskiej bandery planowane jest na 2027 r. Z kolei strona szwedzka zakupi specjalistyczną jednostkę typu „Ratownik”, którą zbuduje PGZ Stocznia Wojenna z Gdyni.

Co wiadomo o przyszłych okrętach?

Typ A26 Blekinge to bardzo nowoczesna jednostka stanowiąca piątą generację okrętów podwodnych o napędzie spalinowo-elektrycznym. Powstaje w stoczni SAAB-Kockums, która ma kilkadziesiąt lat doświadczenia w budowie tego typu jednostek. Szwedzką specjalnością jest napęd niezależny od powietrza, a także konstrukcja umożliwiająca bezpieczną żeglugę w wodach płytkiego Bałtyku oraz osiadanie na dnie. Siłownia, oprócz silników diesla i elektrycznych opierać się będzie na silniku Stirlinga, w którym nie dochodzi do wewnętrznego spalania, zatem nie pobiera od tlenu do pracy. Umożliwia to okrętowi przebywanie pod wodą przez długi czas bez konieczności ładowania akumulatorów przy użyciu silników Diesla. Dodatkową zaleta silnika Stirlinga jest niemal bezgłośna praca, co jest jednym z czynników małej emisji dźwięków przez jednostkę. Niska sygnatura akustyczna to również zasługa powłoki anechoicznej oraz specjalnie zaprojektowanych kształtów elementów kadłuba, co przyczynia się do absorbcji i rozproszenia fal dźwiękowych. Sprawia to, że okręty będą praktycznie niewykrywalne dla potencjalnego przeciwnika.