Międzynarodowe Targi Gdańskie przeżyły prawdziwe oblężenie spragnionych regionalnych i dobrych jakościowo produktów. Można było spróbować m.in. kiełbasy z jelenia, kozich serów aromatyzowanych ziołami, buzy z jęczmienia, piwa dyniowego, dżemów z jagody kamczackiej i lodów z rokitnika. Były też chleby na naturalnym zakwasie, przetwory z lawendą w roli głównej, biżuteria, świeczki z wosku, ceramiczne litrowe kubki, a nawet stylizowane zakładki do książek. Do tego prelekcje i warsztaty m.in. dotyczące ekologii i eksperymentowania w kuchni oraz nauka lepienia pierogów. Najmłodsi chętnie oglądali wnętrze ambulansu.
Prawdziwe święto kuchni regionalnej odbyło się 28 lutego i 1 marca. Gospodarzem wydarzenia był samorząd województwa pomorskiego. Pierwszego dnia targi odwiedził członek zarządu Adam Gawrylik zaś w niedzielę stoiska wizytowali członkini zarządu Agnieszka Baranowska oraz wicemarszałek Marcin Skwierawski.

Fot. Dorota Kulka
Tłumy smakoszy regionalnych przysmaków
Na dwa festiwalowe dni jedna z hal Międzynarodowych Targów Gdańskich zamieniła się w prawdziwą regionalną kuchnię. Kilkanaście tysięcy gości odwiedziło Festiwal Smaków Regionalnych. Chętni kupowali, ale też kosztowali, różnorodne potrawy i produkty. Poza degustacją na hali AmberExpo był lokalny targ z owocami, warzywami i roślinami. Stoiska miały województwa: łódzkie, mazowieckie, podlaskie, wielkopolskie, warmińsko-mazurskie oraz zachodniopomorskie, a także gminy: Czarne, Starogard Gdański, Szemud, Sztum oraz Żukowo. Regionalni wystawcy oferowali m.in.: sery, wędliny, miody, oleje, konfitury, soki czy marynaty.
– Byłam tu w ubiegłym roku, więc i w tym nie mogło mnie zabraknąć. A ponieważ mieszkam w Nowym Porcie wpadłam z mężem i wnukami po zakupy. – Kupiłam smaczną kiełbaskę dla męża, wnuczkom lody, bo one bez słodyczy żyć nie mogą, a sobie … no cóż jestem miłośniczką miodów i serów kozich – mówi zachwycona pani Hania. – Mam nadzieję, że za rok też odbędzie się ten festiwal – dodała Gdańszczanka.
Na stoiskach nie zabrakło też piw rzemieślniczych warzonych w lokalnych browarach, cydru, wina malinowego i trójniaka. Najwięcej wystawców było z Pomorza. Mieli m.in.: krem orzechowy, kakao ceremonialne, tort bezowy, croissanty, miody prosto z pasiek, śledzie pod różnymi postaciami, wędzone szprotki prosto z beczki. Były też octy żywe z ziół i owoców wspomagające pracę różnych układów i narządów, a także oleje tłoczone na zimno (np. z czarnuszki, rzepaku i lnianki) oraz różnorodne marynaty i przetwory (np. pasta z czarnego czosnku, powiślańska śliwka w occie, maślane ogórki, dżem z dyni z pomarańczą i keczup z dyni.). Miłośnicy bardziej orientalnych przysmaków chętnie kosztowali tatarską kuchnię (np. chinkali, samsa), tureckie smakowe chałwy czy oliwki (np. oliwki z pomarańczą). Dla dzieci uwielbiających słodycze były lody i lizaki. Wszystko było apetycznie podane, smaczne i zdrowe, bo pochodzące z naturalnych składników.
Fot. Jacek Sowa
Ekologicznie, ale tradycyjnie i nowocześnie
Podczas festiwalu można było podpatrywać prawdziwych mistrzów kulinarnych podczas pracy. Pani z koła gospodyń wiejskich uczyła, jak wyrabiać ciasto i lepić z niego pierogi. Odwiedzający festiwal mogli dowiedzieć się, jak łączyć smaki, aby było zdrowo, smacznie i ekologicznie. Była też mowa o eksperymentowaniu, używaniu dzikich roślin i grzybów, które doskonale aromatyzują i podkręcają potrawy. Zachęcano do dania drugiego życia resztkom zalegającym w lodówkach i spiżarniach. W ten sposób promowano ideę zero waste. Natomiast sekrety pomorskiej kuchni odkrywał podczas pokazu kulinarnego Piotr Lisakowski z Gryfona w Jastarni. Zabrał uczestników targów w niezwykłą podróż do świata słodko-słonych smaków Kaszub – świata, w którym natura, historia i kulinarna intuicja od wieków tworzą harmonijną całość. Była to wyjątkowa opowieść o morzu i lądzie, o rybach dojrzewających w soli, beczkach i korzeniach, o cierpliwości i szacunku do surowca.
Fot. Jacek Sowa
Ale to nie wszystko
Poza możliwością kosztowania i kupowania produktów, można też było obejrzeć wóz bojowy straży pożarnej, mini laboratorium w busie straży miejskiej. Jednak największym zainteresowaniem wśród najmłodszych targowych gości cieszył się ambulans z ratownikami spółki Copernicus, którzy pokazywali dzieciom nosze, fantomy, sztuczne fragmenty kończyn, a nawet sztuczną krew.
W nurt zero waste wpisały się też banki żywności, które w niedzielę promowały ideę niemarnowania jedzenia i dzielenia się nim z potrzebującymi. Można było podpatrzyć, jak wykorzystać resztki jedzenia, tworząc pyszne i zdrowe potrawy.
Fot. Dorota Kulka
Ponadto, była strefa food courtu, gdzie festiwalowi goście mogli skosztować różnorodnych dań przygotowywanych przez restauratorów i producentów. O oprawę muzyczną wydarzenia zadbali Koleczkowianie, orkiestra dęta gminy Szemud oraz grający na rogach myśliwi.





























































