Aktualności

Czy dom dziecka może być miejscem niezwykłym? 60 lat Domu Korczaka [WYWIAD]

Dyrektor Ilona Puckowska-Pociask w stroju Halloween
Ilona Puckowska-Pociask, dyrektor Domu im. J.Korczaka, Regionalnej Placówki Opiekuńczo-Terapeutycznej w Gdańsku. Fot. Aleksandra Chalińska

Dziś wszyscy wychowankowie domu przy ul. Abrahama to dzieci niepełnosprawne. – Ich choroba, jak się okazuje, jest większym problemem dla osób dorosłych. Dzieci żyją z nią na co dzień i nie jest dla nich niczym wyjątkowym. One chcą być kochane i akceptowane – mówi Ilona Puckowska-Pociask, dyrektor Domu Korczaka w Gdańsku.

 

Rozmawiamy o tym, co dzieje się z dzieckiem, gdy trafia do domu dziecka, jak należy się nim zająć i wychować. Dyrektor placówki zdradza też, kto najczęściej decyduje się na adopcję niepełnosprawnego dziecka oraz jak długo może trwać proces adopcyjny.

 

Dom Korczaka obchodzi w tym roku 60-lecie istnienia. Jednak jego historia sięga nieco dalej.

Dom, w którym się w tej chwili znajdujemy, powstał w 1957 roku, ale pomysł stworzenia w Gdańsku miejsca dla dzieci porzuconych przez rodziców sięga 1945 roku. W tym czasie zaczął funkcjonować dom małego dziecka przy obecnej ul. Do Studzienki. W tym roku świętujemy 60 lat trwania naszej placówki przy ul. Abrahama w Oliwie. Z tego, co wiem, jest to najstarszy dom tego typu w naszym województwie, natomiast jego historia była bardzo zmienna. Dom przez wiele lat podlegał służbie zdrowia, potem wojewodzie, a od kilkunastu lat zarządza nim samorząd województwa pomorskiego. Ponadto na przestrzeni lat zmieniała się nieco jego rola. Bardzo długo był to dom przeznaczony dla dzieci od urodzenia do 3. roku życia. I w świadomości mieszkańców Oliwy do tej pory funkcjonujemy jako dom małego dziecka.

 

Kim są teraz wychowankowie Domu Korczaka?

W tej chwili w naszym domu przebywają dzieci od urodzenia do 12. roku życia. Są to dzieci chore i niepełnosprawne. Do 2012 r. dzieci, które tu przybywały, były zdrowe. Chyba że w trakcie pobytu i kolejnych badań stwierdziliśmy u nich jakieś schorzenia, ale z założenia były to maluchy zdrowe. Dom przeznaczony jest dla dzieci do 12. roku życia, ponieważ wynika to m.in. z koncepcji tego miejsca i warunków budynku – pokoiki, łóżeczka są przystosowane dla najmłodszych dzieci. Młodzież 15-, 16-letnia nie znalazłaby tu komfortowych warunków do rozwoju. Trafiają do nas dzieci, które w znaczącej liczbie przypadków są mocno zaniedbane pod względem zdrowotnym.

 

Czy pamięta Pani jakiś konkretne dziecko, które ewidentnie zostało zaniedbane pod względem medycznym?

Oczywiście. Ostatnio przyjęliśmy kilkuletnie dziecko, które według opinii lekarskiej powinno znacznie lepiej funkcjonować. Jest to dziecko 4-letnie, niechodzące, a z punktu widzenia medycznego nie ma przeciwskazań, żeby chodziło. To wyraźny przykład tego, że dziecko było zaniedbane i nie było poddawane koniecznym konsultacjom w odpowiednich terminach.

 

Gdy do domu trafia dziecko, co z nim się dzieje? Jak wyglądają pierwsze dni w Domu Korczaka?

W pierwszej kolejności, gdy przyjmujemy dziecko, staramy się nim zaopiekować pod względem medycznym. To szereg konsultacji, badań i wizyt u lekarzy. Zapewniamy mu odpowiednie warunki do rozwoju, ale też dajemy poczucie bezpieczeństwa, by maluch zrozumiał, że od tej chwili ma tutaj swoje miejsce na świecie. Gdy dziecko pod względem emocjonalnym czuje się bardziej komfortowo, od razu wyniki rehabilitacji i leczenia są korzystniejsze. A dopiero z czasem, jak poznamy dziecko i ono zaczyna się u nas coraz lepiej czuć, staramy się znaleźć rodzinę dla niego. Muszę powiedzieć, że nasz plan całkiem nieźle funkcjonuje.

 

Jakie szanse na adopcję mają dzieci niepełnosprawne?

Dzieci niepełnosprawne i chore mają znacznie mniejszą szansę na adopcję czy znalezienie rodziny zastępczej. Zainteresowanie adopcją dzieci niepełnosprawnych, przynajmniej w Polsce, nie jest duże. Ludzie się obawiają tego, czy poradzą sobie z niepełnosprawnością i chorobą dziecka. Dlatego bardzo trudno jest nam znaleźć rodzinę dla naszych dzieci, ale udaje się nam to zrobić. Jesteśmy domem otwartym, mamy dużo wolontariuszy i rodzin zaprzyjaźnionych, które z czasem decydują się na adopcję lub zostanie rodziną zastępczą.

 

Co decyduje o tym, że ktoś postanawia adoptować dziecko z Domu Korczaka?

Gdy ktoś stara się o adopcję i widzi same dokumenty, to poznaje tylko historię chorób malucha, nie dowiaduje się niczego o tym, kim jest dziecko. Patrząc przez pryzmat wymienionych schorzeń i leków, jakie przyjmuje dziecko, nie należy się dziwić, że ktoś boi się adoptować takie dziecko. Dopiero wtedy, gdy ktoś do nas przychodzi, poznaje dziecko, jest w stanie je pokochać. Nie patrzy się już na choroby, a na dziecko. Choroba jest problemem dla osób dorosłych, a dzieci żyją z nią na co dzień i nie jest to dla nich nic wyjątkowego. Tak wygląda normalność, do której są przyzwyczajone. Mimo że w naszych zadaniach, jako domu dziecka, nie ma jasnego punktu określającego aktywne poszukiwanie rodzin, staramy się to robić.

 

Ile dzieci niepełnosprawnych może liczyć na znalezienie rodziny adopcyjnej?

Dane statystyczne nie są istotne, każdy przypadek w naszym domu jest indywidualny. Jednak mogę powiedzieć, że w tym roku dla trójki dzieci mamy rodzinę zastępczą, dwoje dzieci zostało adoptowanych i obecnie na etapie adopcji jest kolejna dwójka dzieci. Cztery adopcje w roku to naprawdę bardzo dużo, bo dzieci mają bardzo różne schorzenia – na adopcję czeka m.in. dziecko z FAZ (alkoholowym zespołem płodowym) czy dziecko na wózku. Wychowanie takiego malucha to duży trud, ale i radość.

 

Czy zdarzają się powroty do rodzin biologicznych?

Tak, są to bardzo pozytywne, ale i nieliczne przypadki. Rodzice w pewnym momencie nie potrafili się odnaleźć, nie potrafili właściwie zająć się dzieckiem, więc dziecko zostało umieszczone w naszym domu. Na szczęście po jakimś czasie, dzięki wsparciu odpowiednich służb, ich kompetencje zostały wzmocnione, by już mogli samodzielnie się tymi dziećmi zajmować. W tej chwili jesteśmy dobrej myśli odnośnie jednego z naszych podopiecznych – rodzice są w stałym kontakcie, codziennie odwiedzają dziecko i prawdopodobnie zabiorą je z powrotem do domu. To bardzo ważne, by dziecko miało kontakt z rodzicami biologicznymi. Dbamy o to, namawiamy rodziców do odwiedzin, wspieramy ich i staramy się, by czuli się oni tutaj dobrze, nieskrępowani, jak u siebie. To są jednostkowe przypadki, ale na szczęście się zdarzają.

 

Mimo wszystko większość dzieci w Domu Korczaka czeka na adopcję?

Niepełnosprawność dziecka, jego choroba powoduje, że rodzice biologiczni często nie zabiegają o dziecko, o kontakt z nim. Dlatego też większość naszych maluchów ma uregulowaną sytuację prawną, a rodzice są pozbawieni praw do opieki – 39 dzieci z 45, jakimi się opiekujemy, jest przygotowanych do adopcji pod względem formalnym.

 

Na czym polega proces adopcyjny?

Jeśli ktoś jest zdecydowany na to, by zostać rodziną adopcyjną, to musi zgłosić się do ośrodka adopcyjnego, by przejść szkolenie. Pierwszy etap to kwalifikacja do szkolenia, a samo szkolenie może trwać około 2 miesięcy. Należy podkreślić, że droga do przysposobienia wiedzie przez ośrodek adopcyjny i tam powinni się zgłaszać kandydaci na rodziców adopcyjnych.

 

A jak zostać rodziną zastępczą?

W tym przypadku sytuacja jest inna, bo kandydaci na rodzinę zastępczą powinny się zgłosić do właściwego ze względu na miejsce zamieszkania Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie lub Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie, gdzie zostaną poinformowani o funkcjonującej procedurze. Należy przejść odpowiednie szkolenie, spełnić określone warunki, o których mowa w Ustawie o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej, a następnie sąd decyduje o umieszczeniu dziecka w takiej rodzinie.

Ideą rodziny zastępczej jest powierzenie dziecka na jakiś czas – w domyśle dziecko powinno kiedyś wrócić do swojej rodziny biologicznej. Rodzice biologiczni zatem mogą odwiedzać dzieci (o ile nie ma zakazu styczności), a rodziny zastępcze powinny zapewnić maluchom takie kontakty.

 

Jak długo dzieci czekają na adopcję?

Wiktora czekała 11 lat, ale są nawet takie przypadki, że wolontariusz nawiązuje wyjątkową więź z dzieckiem, zostaje rodziną zaprzyjaźnioną i ten proces przebiega odpowiednio szybciej.

 

Kto najczęściej zostaje rodziną zastępczą dla dzieci z Domu Korczaka?

Często to rodziny, które już mają swoje dzieci wychowane, a chcą się podzielić swoim szczęściem, swoim domem. Dom zostaje pusty, a rodzice chcą nadal zajmować się wychowywaniem dzieci, bo po prostu świetnie im to wychodzi i znajdują w tym dużo radości. Są to wychowawczynie w przedszkolu, do jakiego chodzą nasze dzieci, pracownicy Domu Korczaka, wolontariusze i rodziny zaprzyjaźnione.

 

Czy zdarzają się adopcje zagraniczne?

Adopcje zagraniczne miały miejsce 3-4 lata temu na większą skalę. Teraz już się to skończyło. W świetle nowych przepisów musimy ostrożniej przeprowadzać taki rodzaj adopcji. Jest wskazanie na to, by nawet te porzucone dzieci, zostały tam, gdzie są ich korzenie kulturowe i mentalne, czyli w Polsce. Mamy podążać za dzieckiem i priorytetem jest adopcja krajowa.

 

Co dzieje się z dzieckiem, dla którego nie udaje znaleźć się rodziny adopcyjnej ani zastępczej?

Jeśli nie uda się nam pozyskać rodziny dla dziecka do momentu ukończenia przez nie 12. roku życia, trafia ono pod skrzydła domów pomocy społecznej. Chcę jednak podkreślić, że do takiej sytuacji doprowadzamy niezwykle rzadko, w bardzo trudnych przypadkach dzieci ze znaczącymi niepełnosprawnościami. W ostatnich kilku latach tylko jedno dziecko zamieszkało w domu pomocy społecznej. Dziecko to przebywało u nas od urodzenia i była dla nas to bardzo trudna decyzja. Liczyliśmy do końca, że uda nam się znaleźć rodzinę dla niego. Wszyscy bardzo przeżyliśmy jego odejście do innego domu. Natomiast domy pomocy społecznej, do których trafiają nasze dzieci, są to domy przeznaczone właśnie dla dzieci. Takie domy funkcjonują też w naszym województwie, odwiedzamy naszych wychowanków i jesteśmy z nimi w stałym kontakcie.

 

W domu może przebywać 45 dzieci. Co z tymi, dla których zabraknie miejsca?

Niestety do naszego domu jest kolejka. Dzieci czekają w szpitalu, w rodzinie zastępczej, w hospicjum czy w zakładach opieki leczniczej.

 

Na czym polega wolontariat w Państwa placówce?

Mamy bardzo dobrze zorganizowany wolontariat, który polega na pracy indywidualnej z dzieckiem. Wolontariusze muszą zjawiać się w domu przynajmniej raz w tygodniu i uczestniczyć w jego życiu, oczywiście pod okiem wychowawcy. Wolontariusze pomagają przy różnych wyjściach do parku, na msze święte czy na łyżwy. Po prostu wspierają wychowawców w ich codziennych zadaniach. Wolontariuszem może zostać tylko osoba odpowiedzialna, która dokładnie wie, po co do nas przychodzi. Dzieci bardzo szybko się przywiązują i są wyjątkowo wrażliwe. Nie można traktować ich z lekceważeniem – jeśli ktoś decyduje się na pomoc, musi być rzetelny i godny zaufania.

Kolejnym etapem wolontariatu jest zostanie rodziną zaprzyjaźnioną. Kiedy między dzieckiem a rodziną wytwarza się więź, na jasnych warunkach ustalamy zasady współpracy. Współpracy opartej na stabilizacji i regularności. Z każdym indywidualnie. To musi być dobrze przemyślana decyzja.

 

Jak jeszcze można pomóc wychowankom Domu Korczaka?

Potrzebujemy nieskończonej ilości dużych pieluch – od rozmiaru 5 wzwyż. Przyjmiemy ich każdą ilość. Przydadzą się też artykuły higieniczne, czyli szczoteczki do zębów, mydła w płynie, chusteczki nawilżane, które schodzą na pniu.

Dzieci uwielbiają zabawki, których nie trzeba dopasowywać do ich wieku. Prawda jest taka, że większość naszych dzieci jest niepełnosprawna intelektualnie. Puzzle, składające się ze 1000 elementów, czy gry planszowe dla dzieci powyżej 10. roku życia, raczej się nie sprawdzą. Dzieci uwielbiają grające zabawki na baterie, więc potrzebujemy też niemałe ilości baterii. Przyjmujemy też nowe ubrania. Dlaczego nowe? Nie chcemy dzieci stygmatyzować używanymi, przetartymi ubraniami. Chcemy zapewnić im to, co najlepsze i dobrej jakości. One już mają swoją traumę i już wyróżniają się spośród innych dzieci. Nie chcemy, by poprzez strój czy stare zabawki jeszcze bardziej odstawały od swoich rówieśników.

 

Ilu wychowawców jest w Domu Korczaka?

Wychowawców i opiekunów jest 30, ale współpracują z nami też specjaliści, czyli logopeda, rehabilitanci, psycholog, pedagog. W Domu Korczaka gotujemy na miejscu, bo bardzo ważna jest dla nas kuchnia domowa i dopasowanie diety do potrzeb dzieci. Stąd też dietetyczka pracująca w naszej placówce.

 

Ostatnio zmieniła się przestrzeń wokół domu. Jakie ma Pani plany na przyszłość związane z Domem Korczaka?

Niedawno mieliśmy otwarcie ogrodów Domu Korczaka. Pozyskaliśmy środki od stowarzyszenia Lions Club Gedania Gdańsk, które w całości sfinansowało nasz projekt. To ogród sensoryczny, z zielnikiem, drzewkami owocowymi, winogronami i placem zabaw przystosowanym dla dzieci niepełnosprawnych – są m.in. karuzele i piaskownice dla dzieci na wózkach oraz ścieżki przystosowane do jeżdżenia po nich wózkami. Mamy nowy samochód, przygotowany dla niepełnosprawnych dzieci, który kupił marszałek, a w planach jest kolejne takie auto. Mamy też dużą niezagospodarowaną część domu, którą chcielibyśmy zmienić w sale zabaw. Cały czas też staram się rozbudować pion terapeutyczny dla dzieci, więc pozyskujemy kolejne pieniądze, by możliwie najlepiej zająć się dziećmi. Mamy dogoterapię, zajęcia na basenie, integrację sensoryczną.

 

Dom Korczaka nie jest zwykłym domem dziecka.

W domu nie tylko ograniczamy się do nakarmienia i wysłania dzieci do szkoły czy przedszkola, położenia dziecka spać i przeczytania bajki, co oczywiście także się odbywa. Zależy nam ponadto na jak najlepiej rozwiniętej terapii, by zapewnić im możliwe najlepszy rozwój i postępy. W Domu Korczaka zrywamy ze stereotypowym wizerunkiem domu dziecka – jest u nas wesoło, dużo się dzieje, a dzieci są zadbane i pogodne.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Aleksandra Chalińska

 

Ogrody przy Domu Korczaka w Gdańsku

view szablon artykułu