Aktualności

Nikt nie chce spędzać walentynek samotnie. Czy dziś wizyta w biurze matrymonialnym jest dobrym wyborem?

Fot. Pixabay.com/scronfinixio
Fot. Pixabay.com/scronfinixio

Jeszcze kilkadziesiąt lat temu ogłoszenia matrymonialne zajmowały sporo miejsca w prasie, a usługi swatek były na porządku dziennym. Dziś, w erze cyfryzacji, anonse poszukujących miłości należą do rzadkości, a rolę swatki wielu kojarzy tylko ze „Skrzypka na dachu". Czym zatem biura matrymonialne obecnie przyciągają klientów?

 

14 lutego obchodzimy walentynki, czyli Dzień Zakochanych, które swoje korzenie mają w USA.

 

Czas miłości czy zwykła komercja?

Gdy w walentynki przespacerujemy się ulicami miasta, za oknami kawiarni i restauracji zobaczymy patrzących sobie głęboko w oczy zakochanych. Lokale gastronomiczne często przygotowują specjalne menu walentynkowe, a właściciele kwiaciarni zacierają ręce, bo sprzedaż czerwonych róż tego dnia jest wyjątkowo duża. Święto zakochanych – tak doskonała okazja do wyznawania sobie miłości i spędzenia czasu we dwoje – coraz bardziej przypomina karnawał w Rio de Janeiro z tą różnicą, że zamiast kolorowych strojów bawiących się na ulicach ludzi, z witryn sklepów mrugają do nas wielobarwne serduszka i świecące maskotki chińskiej produkcji. Taka komercja z roku na rok wywołuje coraz większą presję na to, by walentynek nie spędzać w pojedynkę. Dlatego przed świętem zakochanych sporo osób zaczyna poszukiwania partnera.

 

Przed walentynkami biura matrymonialne przestają być passé

Okazuje się, że w czasach internetowych randek, wciąż wielu singli szuka swojej drugiej połówki, korzystając z pomocy biur matrymonialnych. Pani Małgorzata, właścicielka takiego biura z Gdyni, przyznaje, że przed walentynkami liczba jej klientów wzrasta o około 50 proc. Nie daje to jednak gwarancji na poznanie kogoś wyjątkowego na czas. – Szybkie znalezienie odpowiedniej partnerki lub partnera jest uzależnione od wymagań klienta – mówi pani Małgorzata. – Panie mają bardzo zróżnicowane oczekiwania, zazwyczaj szukają mężczyzny, który jest przeciwieństwem byłego męża lub partnera. Panowie są bardziej konkretni, np. chcą, by partnerka miała dokładnie 165 cm wzrostu albo żeby nie była niższa od niego – dodaje.

Do pani Małgorzaty zgłaszają się też osoby, które tak naprawdę nie chcą nikogo znaleźć. – To są osoby, które uległy presji społeczeństwa lub nacisku ze strony rodziny. Ci klienci sami rzucają sobie kłody pod nogi, wymyślając dziwne wymagania co do partnera, a jak udaje się kogoś dopasować, to klient zazwyczaj wycofuje się i nie pojawia na umówionym spotkaniu — opowiada szefowa biura.

 

Kim dziś jest typowy klient swatki?

Wraz z rozwojem internetowych usług pomocnych w szybkim parowaniu się ludzi, biura matrymonialne, by utrzymać się na rynku, musiały dostosować się do obecnych wymagań. Dziś klient nie musi jechać do biura, to ono „przyjeżdża" do zainteresowanego. – Nie mam jednej konkretnej siedziby. Umawiam się z klientami w kawiarniach i tego typu miejscach w dogodnych dla nich lokalizacjach — opowiada pani Małgorzata. – Nie pokazuję też zdjęć kandydatów, tylko opieram się na opisie danej osoby. Dzięki takiej poufności przyciągam do mojego biura osoby z tzw. śmietanki towarzyskiej Trójmiasta – zaznacza. Kto więc korzysta z jej pomocy? Na pewno klienci niebanalni, sporo wymagający od siebie i od innych. Do biura matrymonialnego przychodzą więc klienci nietuzinkowi. – Mój typowy klient to osoba, która nie pali papierosów, alkohol pije rzadko i jest aktywna – wymienia. – To osoby, które poświęcają dużo czasu na rozwój osobisty, biorą lekcje tańca, chodzą na kursy językowe. Kobiety korzystające z moich usług to pewne siebie, atrakcyjne zawodowo i niezależne panie. Panowie to często rozwodnicy, ale też wdowcy powyżej 70. roku życia. Młodzi mężczyźni z kategorii 30-40 lat to klienci szukający żony, a nie chwilowej miłości. Bardzo rzadko zdarzają się osoby, które szukają tzw. sponsora — kwituje pani Małgorzata.

 

E-randkowanie coraz bardziej w modzie

Dla tych, którzy wolą wziąć sprawę znalezienia miłości w swoje ręce, dostępnych jest wiele aplikacji ułatwiających poznanie osoby spełniającej ich wymagania. Nie trzeba wychodzić z domu, wystarczy przesuwać wyświetlające się na ekranie telefonu profile osób. Jeśli zdjęcie przyciągnie uwagę, kolejnym krokiem jest spotkanie w realu.

Tego typu poszukiwania są bardzo popularne wśród singli. Okazuje się, że znana aplikacja randkowa na telefon Tinder w trzecim kwartale 2019 r. znalazła się na pierwszym miejscu listy najbardziej dochodowych aplikacji na całym świecie. Tinder zarabia na reklamach oraz na tzw. kontach premium. Aplikacja wyprzedziła nawet popularną, płatną platformę Netflix i powszechnie znanego YouTube'a.

 

 

view szablon artykułu

Kultura on-line

 

Archiwum wiadomości