Jak powstało Jezioro Płaczewskie

$image_alt
Urząd Gminy Starogard Gdański

Na południe od Starogardu Gdańskiego, ledwie jakieś osiem kilometrów, leży pięknie Jezioro Płaczewskie, z którego uroków chętnie korzystają mieszkańcy Kociewia, a szczególnie wędkarze. Nikt z letnich plażowiczów nie przypuszcza nawet, jak smutne były narodziny jeziora…

Fot. Urząd Gminy Starogard Gdański

Jezioro Płaczewo (Płaczewskie) położone jest w południowej części gminy Starogard Gdański, przy trasie
na Lubichowo. Jego całkowita powierzchnia wynosi 44,8 ha,
a głębokość maksymalna 4,9 m. Latem jest to jedno z najczęściej wybieranych przez starogardzian miejsc rekreacyjnych. Do dyspozycji plażowiczów są kajaki, rowery wodne
i łodzie, a także punkty gastronomiczne. Kilka lat temu rozbudowano pomost, który teraz jest jednym z większych
w okolicy.

Źródło: Urząd Gminy Starogard Gdański

Niegdyś w miejscu, gdzie dziś rozlewają się błękitne wody jeziora, leżała wieś. Nazywała się Płaczewo. To była bogata wieś, jej mieszkańcom nie zbywało na niczym. No, może na dobroci serca... Wioskę otaczała zła sława. Wszyscy w okolicy wiedzieli, że na pomoc płaczewian nie może liczyć nikt będący w potrzebie.
 
Niedaleko Płaczewa, w samotnej chatce w lesie, mieszkała uboga wdowa Anna z małą córeczką. Rok wcześniej jej mąż, drwal, zginął podczas pracy, przywalony ogromnym drzewem. Kobieta radziła sobie, jak mogła, jednak tej zimy dotknęło ją kolejne straszne nieszczęście. Tuż przed świętami Bożego Narodzenia jej mała chatka stanęła w ogniu. Spłonął cały dobytek, a ona sama z córeczką na rękach ledwo uszła z życiem.
 
Do Płaczewa Anna nie bardzo chciała iść, pamiętając o złej sławie mieszkańców wioski, jednak zbliżała się noc, a do Płaczewa było najbliżej. Z ciężkim sercem, ale też z wiarą i nadzieją ruszyła przed siebie. W pierwszej napotkanej chacie ledwo uchylono przed nią drzwi, gospodarz zagroził nawet, że poszczuje ją psami, jeśli natychmiast nie odejdzie. Tak samo było we wszystkich kolejnych, chociaż młoda, zziębnięta kobieta nie przychodziła po jałmużnę – za chleb i ciepły kąt oferowała pracę własnych rąk. Ani jeden z mieszkańców Płaczewa nie zechciał ich przygarnąć ani nakarmić ciepłą strawą.
 
Zrozpaczona kobieta nie wiedząc, co robić dalej, usiadła w ciemności pod krzyżem na rozstaju dróg i zapłakała nad swoim losem. Wtórowało jej przemarznięte do szpiku kości dzieciątko. Zaczął sypać śnieg…
 
Wkrótce przejeżdżał tą drogą pewien kupiec. Zatrzymał się przed krzyżem, by pochwalić Boga, i zauważył przysypaną śniegiem postać z przytulonym do serca zawiniątkiem. Natychmiast zabrał wdowę i jej córeczkę do siebie, do Starogardu. Ale mimo pomocy lekarza, mimo ciepłej strawy, po trzech dniach dziewczynka zmarła, a wkrótce w ślad za nią poszła i Anna. Przed śmiercią, zalewając się łzami nad ciałem córeczki, Anna przeklęła mieszkańców Płaczewa. I ostrzegła dobrego kupca, by w ciągu najbliższych dni nie udawał się w tamtą stronę, bo Płaczewo zapadnie się pod ziemię, a łzy wszystkich, którzy nie doczekali się pomocy od płaczewiaków, zaleją niegodnych mieszkańców i cały ich dobytek.
 
Jej słowa sprawdziły się co do joty. W Nowy Rok kupcowi przyszło udać się w drogę wiodącą przez Płaczewo. Jednak kiedy dojechał do rozstaju dróg, na którym kilka dni temu znalazł Annę, zobaczył, że przy krzyżu droga się kończy nad brzegiem dużego jeziora. A po bogatej wsi Płaczewo nie zostało nawet śladu.
 
Na podstawie „Baśni z Kociewia" Andrzeja Grzyba. Wyd. PHU Promocja i Bernardinum, Starogard Gd. 2001
Oprac. LJ
view szablon artykułu

Legendy Pomorza

W legendzie zawsze znajdziemy ziarno prawdy. Dlatego nie ma racji ten, kto odmawia podaniom i mitom walorów poznawczych. Są to ważne źródła historyczne, pozwalające poznać przeszłość, a jednocześnie posiadające wartości artystyczne nie do przecenienia. To nie tylko bajkowe opowieści, ale i skarbnica wiedzy historycznej. Pomorze obfituje w legendy i podania. Warto je przeczytać, aby lepiej poznać ten uroklliwy region, jakim jest Pomorze.